Magazyn Fabryka Mocy

Z pasją o muzyce i kulturze

„La la land” – Damien Chazelle, twórca „Whiplash” znów zaskakuje

Wyjątkowe uczucie, wspaniała muzyka i pogoń za marzeniami — brzmi kiczowato? Wcale nie! Przygotowałam dla Was, drodzy Czytelnicy recenzję filmu „La la land”, o którym głośno ostatnio w mediach. Ponad 200 nominacji do różnorodnych nagród, w tym m.in. Oscary i Złote Globy i a aż 148 innych wygranych (do tej pory). Okazuje się, że film zostaje doceniony pod każdym względem przez prestiżowe instytucje, krytyków i znawców gatunku, a jaka jest opinia przeciętnego widza? Specjalnie dla Was podzielę się własnymi wrażeniami i opiniami po obejrzeniu tej właśnie produkcji.

„La la land” to musical z 2016 roku, w reżyserii niezwykle utalentowanego Damien’a Chazelle'a, którego znacie zapewne z filmu „Whiplash” – a kto nie zna, niech pozna, bo warto! Premiera filmu na świecie odbyła się 31 sierpnia ubiegłego roku, w Polsce niestety dopiero 20 stycznia 2017 r. W rolach głównych występuje Ryan Gosling i Emma Stone, dodatkowo pojawiają się m.in. John Legend i J.K. Simmons. Z tego miejsca ogromne brawa dla głównej pary bohaterów, ponieważ było to dla nich nowe, ogromne wyzwanie. Wcześniej spotykaliśmy ich w zupełnie innych gatunkach filmowych m.in. komediach, dramatach czy filmach akcji. Byłam ciekawa tej współpracy, ponieważ kojarzę Ryana i Emmę z ich wspólnego grania w „Kocha, lubi, szanuje” oraz „Gangster Squad. Pogromcy mafii”. Nie zawiodłam się i tym razem. Nad muzyką do filmu pracował Justin Hurwitz, a teksty do utworów napisał m.in., wspomniany już wcześniej, reżyser — Chazelle. Warto wspomnieć, że obaj panowie znają się od czasów studiowania na Harvardzie, byli kolegami z ławki. To wyjaśnia ich dłuższą współpracę — Justin pracował też nad muzyką do dwóch poprzednich filmów Chazell’a.

Film rozpoczyna się bardzo kolorową i wesołą sceną, w której to ludzie stojący w korku na autostradzie wychodzą nagle ze swoich samochodów, śpiewając i tańcząc o kolejnym słonecznym dniu. Wydarzenia rozgrywają się w Los Angeles. Poznajemy tam Mię, pracującą w kawiarni początkującą aktorkę, której nie udaje się wzbudzić zainteresowania na castingach. Drugi główny bohater to Sebastian, muzyk jazzowy, a dokładniej pianista. Wiąże on ledwo koniec z końcem, marząc o założeniu własnego klubu z tradycyjnym jazzem, jaki powstał na początku XX wieku w Nowym Orleanie. Tych dwóch marzycieli łączy los, ponieważ niespodziewanie ciągle na siebie wpadają. Ich odwzajemnione uczucie wbrew pozorom nie jest głównym tematem fabuły. Niektórzy uważają, że to kiczowata opowiastka o miłości, ja jednak uważam, że to opowieść o dwójce wspaniałych ludzi, którzy walczą o swoje marzenia, a ich uczucia są tylko dopełnieniem fabuły i nadają filmowi nieco romantycznej atmosfery. Pomyślmy przez chwilę, czym byłby musical „Grease” bez miłości Danny’ego i Sandy? Albo „Upiór w operze” bez uczucia do Christine?

W filmie pojawia się bardzo aktualny temat, mianowicie spełnianie siebie i marzeń kontra opinia innych ludzi. Na początku filmu to Sebastian jest osobą, która nie przejmuje się ludźmi i walczy o swoje, a Mia szuka pomocy wśród osób wysoko postawionych na przyjęciach i castingach. Liczy na pomoc innych w spełnianiu się jako aktorka. Po pewnym czasie role się odwracają, Seb zaczyna pracować dla starego znajomego Keitha (John Legend), żeby mieć stałą pracę. Jest zmuszony do zmiany swojego nastawienia i gra muzykę, która w ogóle mu nie odpowiada. Mia natomiast decyduje się zrezygnować z castingów, na rzecz sztuki, którą sama stworzy i zaprezentuje w zamkniętym teatrze. Żeby poznać, jaki jest finał tej historii, kto ostatecznie zdobędzie publiczność i sławę, a kto spełni swoje marzenia, odsyłam do zapoznania się z całą produkcją.

Czy „La la land” to musical w 100% ? Szczerze przyznaję, że nie jestem specem w tej dziedzinie, ale wydawało mi się, że produkcja ta była nieco ograniczona w sceny taneczne i śpiewane. Nie wpłynęło to jednak negatywnie na całą produkcję, ponieważ każdy fragment, czy to muzyka, czy choreografia (tutaj brawa dla Mandy Moore) był dopracowany i niczego nie brakowało. Z pewnością nie zabrakło również muzyki, która przeplatała się w filmie co chwilę. Niesamowite partie jazzowe np. „Summer Montage/Modeline”, „Herman’s Habit”, a także „Epiloque” zrobiły na mnie ogromne wrażenie.

Dodatkowym atutem w „La la land” jest gra świateł i kolorów oraz stylizacja na lata 60-70. Widać to przede wszystkim na strojach aktorów i samochodach. Nie jest to dosłowne przeniesienie w czasie, ponieważ akcja dzieje się w czasach XXI wieku, gdzie mamy dostępny internet i smartfony. Mimo wszystko, taki zabieg nadaje dodatkowego uroku. Reżyser zabrał nas do przepięknego i tętniącego życiem Los Angeles, pokazał niezwykłe krajobrazy tego miejsca. Ponadto w filmie można dostrzec wiele nawiązań do innych musicali np. : „Deszczowej piosenki”, „Moulin Rouge” czy „Grease”.

Podsumowując jednym zdaniem — jak dla mnie wielkie wow! Wyszłam z kina w dość dużym szoku — produkcja dosłownie powaliła mnie na kolana. Najbardziej spodobała mi się muzyka i głębszy sens fabuły, który mocno wpływa na odbiorcę i skłania do przemyśleń na temat spełniania siebie i podporządkowywaniu się społeczności, w której żyjemy. Film pokazuje, że warto być marzycielem i dążyć do swojego celu bez względu na innych i niepowodzenia. Podobało mi się również zakończenie, w którym widzimy szybki przegląd fabuły zmienionej o jeden element – takie ukazanie „co by było gdyby” stanowiło idealne dopełnienie produkcji. To jeden z tych filmów, które ja oceniam na 11/10 i na pewno wrócę do niego w niedalekiej przyszłości! Należy brać jednak pod uwagę fakt, że to tylko moja ocena filmu, który spełnił moje wymagania — dla Ciebie, drogi czytelniku może być zupełnie inna.

 

Lista oryginalnego soundtracku do filmu:

  1. „Another Day of Sun” – La La Land Cast
  2. „Someone in the Crowd” Emma Stone, Callie Hernandez, Sonoya Mizuno and Jessica Rothe
  3. „Mia & Sebastian's Theme” – Justin Hurwitz
  4. „A Lovely Night” Ryan Gosling and Emma Stone
  5. „Herman's Habit” – Justin Hurwitz
  6. „City of Stars” – Ryan Gosling
  7. „Planetarium” – Justin Hurwitz
  8. „Summer Montage / Madeline” – Justin Hurwitz
  9. „City of Stars” – Ryan Gosling and Emma Stone
  10. „Start a Fire” – John Legend
  11. „Engagement Party” – Justin Hurwitz
  12. „Audition (The Fools Who Dream)” – Emma Stone
  13. „Epilogue” – Justin Hurwitz
  14. „The End” – Justin Hurwitz
  15. „City of Stars (Humming)” (featuring Emma Stone) – Justin Hurwitz

Next Post

Previous Post

Dodaj komentarz

© 2016 - 2017 Magazyn Fabryka Mocy

Managed by Jan Szczęśniewicz & Mateusz Podkowa