Magazyn Fabryka Mocy

Z pasją o muzyce i kulturze

Guns N’ Roses w Polsce [Relacja, 20.06.2017, Gdańsk]

Gdańsk na jeden wieczór stał się „rockową dżunglą”, czyli jak Guns N’ Roses zagrali w Polsce

 

Jedno z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń muzycznych już za nami. Mowa oczywiście o koncercie Guns N’ Roses, który 20 czerwca 2017 roku odbył się na stadionie Energa w Gdańsku. Po wielkim wyczekiwaniu w ubiegłym roku Gunsi zaskoczyli fanów i wrócili w prawie oryginalnym składzie, ze Slashem na gitarze i Duffem w roli basisty. Zanim jednak pojawili się w Europie, odwiedzili Amerykę i Azję. Teraz gdy nadszedł czas na stary kontynent, na nasze szczęście nie zabrakło Polski, w której zespół jest uwielbiany przez liczną grupę słuchaczy. Koncert przyciągnął rzeszę fanów, która pokazała Axlowi i spółce polską gościnność.

Zanim jednak na scenie pojawiła się główna gwiazda wieczoru, publiczność rozgrzały kolejno: Doda z zespołem Virgin oraz brytyjska kapela Killing Joke. Publika od początku dopisywała, bo już na pierwszym występie zapełniła się połowa stadionu. Oba supporty zaprezentowały się nieźle, chociaż oczywiście widać było, że Killing Joke to zespół o klasę wyższy, od tego, za którego mikrofon zabrała się nasza rodaczka.

Nadeszła dwudziesta pierwsza. Stadion zaczął pękać w szwach od ilości zgromadzonych fanów. Moment, w którym wszyscy czekali, gdy na scenie pojawi się czerwona bandana opasana na głowie Axla i czarny cylinder nałożony na głowe Slasha. Zaczęło się. Gunsi na scenie pojawili się prawie o czasie i zaczęli mocnym uderzeniem. Na pierwszy ogień poszło "It’s So Easy". Chłopaki zdecydowanie są w formie, publiczność szaleje, ale nagłośnienie pozostawiało wiele do życzenia. Z każdą piosenką robi się coraz ciekawiej. Zespół przeplata kompozycje ze swoich wszystkich płyt. Pojawiają się klasyki z "Appetite For Destruction", takie jak "Welcome to the Jungle", ale nie zabrakło też kompozycji z "Chinese Democracy". Zupełnie inaczej brzmiące "Better" poderwało publiczność, a "This I Love" wprowadziło wszystkich w wyjątkowy stan zadumania. Niesamowicie wyszło "Civil War", które jest popisowym utworem zespołu od czasu wydania "Use your Illusion II". 

Mniej więcej w połowie koncertu gaśnie światło, a na scenie widoczna jest tylko sylwetka faceta z bujną czupryną w cylindrze na głowie. Slash zagrał niesamowite solo, w które wplótł motyw z Ojca Chrzestnego. Potem gitarowy popis przeszedł zgrabnie w "Sweet Child O’Mine". Na później został klimat z debiutanckiego albumu i przebojowe "My Michelle". Nagle znowu ciemność, tym razem oprócz Slasha na scenie zostaje oświetlony drugi gitarzysta Richard Fortus. Razem zagrali cover Pink Floyd "Wish You Were Here", wymieniając się przy tym solówkami. Koncert zbliża się do kulminacyjnego fragmentu, ale przed tym na scenie pojawia się fortepian, a za klawiszami Axl grający i śpiewający "November Rain". Następna gratka dla publiczności, która równo słowo w słowo śpiewa z wokalistą tekst "Knockin’ on Heaven’s Door". Po tym wykonaniu muzycy i widownia wspólnie składają hołd zmarłemu w tym roku na skutek niespodziewanego samobójstwa Chrisowi Cornellowi, prezentując utwór "Black Hole Sun". Cały obiekt rozjaśnia się od świateł telefonów i zapalniczek, które w bajeczny sposób rozchodziły się po stadionie. 

Na koniec został do zagrania już tylko "Nightrain", po którym Guns N’ Roses zeszli na przerwę. Nie trwało to długo, po chwili znów wychodzą na scenę, by zakołysać publicznością, grając hit z płyty "Lies"- "Patience", który poprzedziło intro do utworu Allman Brothers Band- "Melissa". Złożyli w ten sposób cześć Gregowi Allmanowi, który również w tym roku opuścił szeregi świata. Na koniec Gunsi popisali się utworem "The Seeker" z repertuaru The Who i zakończyli, jak to zwykle u nich bywa, swoim największym przebojem: "Paradise City".

Koncert był jednym z najlepszych show, jakie widziałem. Mimo wszystko szkoda, że nagłośnienie często nie dawało rady. Spore zamieszanie zrodziły też numerowane miejsca, na które często podwajały się bilety. Część ludzi nie miała pojęcia co robić. Oby tego typu sytuacje nie powtarzały się na następnych tego typu imprezach. Poza tym wielką kontrowersję wzbudziła strefa Golden Circle, która sięgała do ¾ płyty. Jednakże nie zwracając uwagi na uchybienia organizacyjne, to koncert był na wysokim poziomie. Myślę, że wiele fanów było pozytywnie zaskoczonych postawą Axl, a na pewno każdy wyszedł z uśmiechem na twarzy, bo muzycznie był to występ nie do przebicia. Każdy fan na długo zapamięta popisy gitarowe Slasha i energie, jaką dawała reszta kapeli. Teraz tylko czekać na ogłoszenie kolejnej trasy, w której mam nadzieje, również nie zabraknie naszego kraju.

Next Post

Previous Post

Dodaj komentarz

© 2016 - 2017 Magazyn Fabryka Mocy

Managed by Jan Szczęśniewicz & Mateusz Podkowa