Magazyn Fabryka Mocy

Z pasją o muzyce i kulturze

Clark Terry – mentor muzyki jazzowej

Wydaje ci się, że masz ciekawy gust muzyczny. Myślisz, że wszystkie najlepsze filmy masz już za sobą, a w świecie muzycznym jesteś całkiem dobrze zorientowany. I wtedy znajdujesz się w odpowiednim miejscu i czasie, trafiasz na wspaniałe dzieło, które miażdży cię totalnie. Skupiasz się tylko na tym i cały świat wokół przestaje mieć znaczenie. Z tego miejsca, drodzy czytelnicy zachęcam Was do obejrzenia filmu „Keep On, Keepin’ On”, tłumacząc na język polski „Graj, nie przestawaj”. Jest to muzyczny film dokumentalny z 2014 roku w reżyserii Alana Hicksa. Opowiada w dużym skrócie historię wybitnego jazzmana – Clarka Terry’ego. Czy to nazwisko brzmi dla Ciebie znajomo, czy raczej niekoniecznie? Z bólem muszę stwierdzić, że dla mnie do tej pory było to nazwisko obce. Choć doskonale wiem, kto to taki Miles Davis, to nigdy nie zastanawiało mnie, od kogo się uczył i czerpał inspiracje na początku swojej kariery. 


 

Mentorem w dziedzinie muzyki jazzowej był właśnie Clark Terry – niezwykle utalentowany muzyk, kompozytor, wokalista, nauczyciel. Grał na trąbce i flugeronie. Był pierwszym w historii czarnoskórym muzykiem zatrudnionym przez amerykańską stację telewizyjną NBC. Współpracował z Dukiem Ellingtonem, koncertował na całym świecie. Jednak sama kariera muzyczna mu nie wystarczała. Chciał przekazywać zdobytą wiedzę i umiejętności kolejnym pokoleniom. Osiągnął to, bowiem pod jego opieką znaleźli się m.in. Quincy Jones, Justin Kauflin, Christian McBride, Harbie Hancock, Miles Davis, Terri Lyne Carrington, Wynton Marsalis, Dianne Reeves. Każda z tych osób w filmie wypowiada się o nim w samych superlatywach. Był on nie tylko wspaniałym muzykiem, ale również dobrym i interesującym człowiekiem. W jednej swojej wypowiedzi powiedział: 

„Mówi się, że słuchając czyjejś muzyki, można odczuć, jaka jest ta osoba. I coś w tym jest, bo znam gości, którzy są brutalni i podli, a ich muzyka właśnie taka jest. Nie chciałbym brzmieć brutalnie i podle, tylko miło i przyjemnie, a nawet czasami ładnie, choć jestem starym, brzydkim ramolem. Lubię myśleć, że przynajmniej moja dusza jest piękna”.

Clark Terry pomagał spełniać marzenia młodych artystów, zawsze wydobywał z nich co najlepsze i motywował do dalszego działania. Do końca życia był człowiekiem pogodnym, pomimo cukrzycy, z którą zmagał się przez wiele lat. W wyniku długoletniej walki z chorobą, w której wspierała go kochająca żona Gwen Terry, Clark stracił wzrok i miał amputowane obie nogi. Nigdy jednak nie stracił nadziei i zawsze cieszył się życiem. Uczył nawet w wieku 90 lat!

Jego ostatnim podopiecznym był Justin Kauflin – młody i uzdolniony niewidomy pianista. Współpraca tych dwóch panów przerodziła się w bliską i długotrwałą relację. Justin pojawił się w życiu Clarka w najlepszym dla niego momencie, kiedy zaczął tracić wzrok. Zyskał w nim wsparcie i towarzystwo. Justin był dla niego niemal jak syn. Często spędzali całe noce na rozmowach i nauce. Zachęcam do obejrzenia filmu, ponieważ żadne słowa nie są w stanie opisać tego, co można zaobserwować i usłyszeć w filmie.

Clark Terry otaczał się samymi wspaniałymi ludźmi, miał duże grono znajomych, ale jego najbardziej oddanym przyjacielem był Quincy Jones. W filmie pojawia się wielokrotnie, odwiedza przyjaciela i dawnego mentora, wypowiada się o nim z ogromnym szacunkiem i miłością. 

„Nie da się opisać tego, co CT mnie nauczył. To niemożliwe, bo tych rzeczy było tak wiele, zarówno na gruncie ludzkim jak i muzycznym. Było ich wiele. Ale to i tak nie wszystko. Gdyby nie Clark nie dostałbym szansy na te wszystkie sesje nagraniowe, filmy i inne rzeczy. Jego miłość i opieka mentora zachęcały mnie do ciągłej pracy nad sobą. Dla młodego muzyka nie ma nic cenniejszego. Ktoś w Ciebie wierzy. Sprawia, że zaczynasz sam w siebie wierzyć”.

Na zakończenie dodam, że dawno nie oglądałam tak wzruszającej i wartościowej produkcji. Myślę, że każdy twardziel może uronić na niej łezkę. Film ukazuje piękno relacji międzyludzkich, dążenia do swoich celów oraz spełniania się w roli dobrego człowieka. Każdy z nas powinien obejrzeć „Graj, nie przestawaj”, żeby choć na chwilę oderwać się od codziennych błahostek. Film skłania do zastanowienia się nad samym sobą. Polecam jeszcze raz i obiecuję, że warto. Dostępny w platformie Netflix.

 

Next Post

Previous Post

Dodaj komentarz

© 2016 - 2017 Magazyn Fabryka Mocy

Managed by Jan Szczęśniewicz & Mateusz Podkowa