Nie sztuką jest zrobić cover, sztuką jest zrobić DOBRY cover… Często zdarza nam się słuchać jakiegoś znanego kawałka i myśleć sobie „o kurczę, jakie ci faceci musieli mieć głowy, że skomponowali takie arcydzieło”, a potem dowiadujemy się, że tak naprawdę to nie jest ich utwór, oni go tylko ulepszyli, albo nie, bo bywa i tak, że bardziej znany cover wcale nie jest lepszy od oryginału.

Na pewno utwór Behind Blue Eyes niektórzy z was, a przynajmniej młodsza część publiki utożsamia z rap-metalową grupą Limp Bizkit, która nagrała tę kompozycję w 2003 roku na swój czwarty album Results May Vary. Nic bardziej mylnego. Kawałek ten został napisany jeszcze w 1971 roku i dla nieco starszej publiki jego jedyną słuszną wersją będzie oryginał, który stworzyła angielska kapela The Who, by umieścić ją na płycie Who’s Next. Mimo, że zamysł całości w obu wersjach jest dość podobny, to nie można zarzucić Limp Bizkit braku wkładu. Zdecydowanie nadali oni piosence swój niepowtarzalny styl. Oprócz znaczących zmian wynikających z różnicy brzmienia obu zespołów i dodającego powiewu nowoczesności wokalu Freda Dursta wiele wnosi zmiana w końcówce utworu. Solo Pete’a Townshend’a zostało zastąpione tekstem „Discover L-I-M-P say it”, który jest nagrany na specyficznym przesterze i brzmi w iście kosmiczny sposób. Która wersja jest lepsza? Wszystko zależy czy wolimy klasyczne brzmienie, czy mieszankę nowoczesnego grania. Oba zespoły pokazały tym utworem klasę, ale nie zapominajmy, że jest to kompozycja The Who.

W 1994 roku na akustycznej koncertówce Nirvany pojawił się utwór The Man Who Sold the World. Kompozycja wzbudziła sporą ekscytację fanów zespołu. Wiele osób wtedy nie zdawało sobie sprawy, że tego hitu nie napisał Kurt Cobain, a wiele lat wcześniej , bo w 1970 roku powstał w umyśle Davida Bowiego, a ten umieścił go na swoim trzecim albumie o tym samym tytule. Kiedy pytam o tę piosenkę, nawet teraz wiele osób wymienia jako jej twórcę Nirvanę. Obie wersje mimo, że są dość podobne, mają swój charakter i widać, że były nagrywane w zupełnie innych epokach muzycznych. Bowie, kiedy pisał ten utwór był dużą gwiazdą i zachowywał styl charakterystyczny dla wczesnych lat ‘70. W okresie kiedy Nirvana przerabiała ten kawałek stracił on popularność, a ona dała mu nową moc. Chrypa Kurta okazała się doskonale pasować do melodyjnego riffu zagranego na akustycznej gitarze. W tym przypadku jestem w stanie stwierdzić, że legenda grunge’u pokazała zupełnie nową odsłonę tej kompozycji i mimo, że to Bowie jest jej autorem, to jego wykonanie jest słabsze niż Kurta i spółki.

W 1967 roku Billy Joe Royal nagrał wielki soulowy przebój, napisany przez amerykańskiego kompozytora Joe’a South’a Hush. Myślę jednak, że dziś nikt nie kojarzy tego wspaniałego kawałka z tym artystą, a jest on rozpoznawany jako hit grupy Deep Purple. Zespół nagrał Hush w dwóch wersjach. Pierwsza pochodzi z początku kariery, kiedy to Jon Lord i spółka działali jeszcze pod nazwą Roundabout.  Wydali go na pierwszym swoim krążku zatytułowanym Shades of Deep Purple. Wtedy to rolę wokalisty pełnił Rod Evans. Purple zmodernizowali utwór w niesamowitym, klasyczny dla nich sposób. Wydłużyli kawałek dodając solówki i podrasowali brzmienie wplatając charakterystyczne dla zespołu organy Hammonda. Z  soulowego utworu zrobili rockowe arcydzieło. 20 lat później Purple jeszcze bardziej wypromowali Hush nagrywając go ponownie z innym wokalistą, legendą zespołu Ianem Gillanem i umieszczając jako dodatek do koncertówki Nobody’s Perfect. Głos Gillana dodał charyzmy i przebojowości piosence, a dużo wyraźniejszy klawisz podniósł poziom kawałka. Do dziś grupa gra ten utwór na każdym koncercie, a tłum zawsze skacze z radości śpiewając każde słowo. Oba wykonania mają swój niepowtarzalny charakter. Wydaje mi się, że trudno jest porównać dzieło Royala z coverem Purple’i, bo są to dwa zupełnie inne style, ale zdecydowanie jestem przekonany, że rockowa wersja którą nagrał brytyjski klasyk jest hymnem tamtych lat.

Jednym z najbardziej płodnych kompozytorów jest Bob Dylan. Jednak mimo tego, że napisał ogromną ilość wielkich przebojów, to często są one bardziej znane pod szyldami innych wykonawców. Tak jest między innymi w przypadku Knocking’ on Heaven’s Door, które zdobyło największą popularność, kiedy to wznosząca się na szczyt grupa Guns N’ Roses wzięła ją na swój warsztat. Gunsi z prostej, opartej na kilku akordach piosenki zrobili rockowe arcydzieło. Slash pokazał swoje umiejętności wzbogacając utwór o piękne solówki, a Axl Rose zademonstrował swoje zdolności, demonstrując głos w najróżniejszych rejestrach. Poza tym zespół urozmaicił kompozycje, poprzez rozbudowanie środkowej części o dodatkową partie tekstu i lekką, podchodzącą pod bluesa partię pianina. Ciekawostką jest, że mimo, że utwór ukazał się dopiero na płycie Use Your Illusion II wydanej w 1991 to zespół zaczął go grać na koncertach już w okresie nagrywania swojego debiutanckiego albumu. Która wersja tego utworu jest lepsza? Myślę, że znowu odpowiedź każdego z nas może być inna, jednak trzeba przyznać, że rozbudowana wersja Guns N’ Roses góruje nad prostą formą oryginału Boba Dylana.

W 1980 roku francuski rock został wzbogacony o bardzo ciekawy, wpadający w ucho utwór Antisocial, który napisała grupa Trust, na swoją drugą płytę Repression. Kilka lat później bo w roku 1988 jedna z legend amerykańskiego thrash metalu, zespół Anthrax stwierdził, że przypomni publiczności o tym niezwykłym kawałku i nagrał go na swój czwarty krążek State of Euphoria. Scott Ian i spółka zmienili tekst z francuskiego na angielski i wzmocnili jego brzmienie. Charakterystyczny głos Joey’a Balladonny zdecydowanie ożywił linie wokalną. To właśnie ten czynnik sprawił, że kompozycja brzmi dużo pełniej i nieważne czy słucha się jej na żywo, siedząc wygodnie na kanapie w domu (czy ktoś jest w stanie słuchać tego utworu na siedząco?), czy na słuchawkach w autobusie, zawsze pobudza do działania i daje potężnego kopa! Anthrax zrobił z tej piosenki prawdziwy hit i uważam, że ta wersja zdecydowanie góruje nad wykonaniem francuskiego Trust.

W 1979 roku brytyjska grupa Diamond Head nagrała swój debiutancki album Lightning to the Nations, na którym ukazał się największy hit zespołu, utwór Am I Evil. Piosenka, jak i cały zespół zdobyła sporą popularność, ale tylko w swoim rodzimym kraju. Zafascynował się nimi jednak pewien Duńczyk, Lars Urlich i wyjechał z nimi w trasę, na której nauczył się jak „robić” metal. Kiedy kilkanaście miesięcy później założył Metallikę, zaraził resztę członków zespołu twórczością Diamond Head i razem nagrali swoją wersję Am I Evil, który ukazał się pierwszy raz na stronie B singla Creeping Death, wydanego w 1984 roku. Potem można było go też usłyszeć jako dodatek na japońskiej wersji Kill ‘Em All, na płycie z samymi coverami, czyli Garage Inc. oraz na kilku koncertówkach. Sama przeróbka nie różni się aż tak bardzo od oryginału, jednak brzmi dużo mocniej, a wokal Jamesa dodaje jej charakteru. Mimo to jest o wiele bardziej znana niż wersja Diamond Head. Czy jest lepsza? Ciężko powiedzieć, bo oba wykonania cechuje bardzo wysoki poziom wykonawczy, zależy to chyba od tego, czy jesteśmy zwolennikami NWOBHM czy wolimy thrash metal. Warto jednak pamiętać, że gdyby nie cover nagrany przez Metallikę, to prawdopodobnie Diamond Head byłby zapomnianym zespołem. To właśnie dzięki popularyzacji Am I Evil i kilku innych utworów grupy przez legendę thrash metalu wielu fanów mocnego rocka poznało ich i pokochało.

Jednym z najbardziej znanych utworów w historii rocka jest kompozycja grupy Pink Floyd Another Brick in the Wall, którą zespół zamieścił na wydanym w 1979 koncepcyjnym albumie The Wall. Utwór składa się z trzech części, jednak to druga z nich przebija pozostałe jeśli chodzi o popularność i przebojowość. Mimo, że oryginał jest szalenie popularny to ogromna ilość zespołów bierze na swoje barki trudne zadanie przerobienia go. Większość jednak wychodzi z tego pojedynku na tarczy. Obiecującą próbę zmodernizowania tego hitu podjęła jednak numetalowa grupa Korn. Co im z tego wyszło? Bardzo dobry utwór. Zespół  Jonathana Davisa mocno zbrutalizował kawałek i trzeba przyznać, że zawarł w nim najbardziej charakterystyczne dla siebie elementy. Oprócz połączenia wszystkich trzech części w całość dodał elementy z krótkiego utworu  Goodbye Cruel World, który w oryginale również znalazł się na krążku The Wall. Ich przeróbka jest najbardziej znaną wersją utworu, jednak tylko w przypadku, kiedy do tego zestawienia nie wliczamy oryginalnej wersji Floydów. Podsumowując, Korn poradził sobie, pozytywnie zaskoczył publikę, lecz nie udało mu się przebić pierwotnej wersji legendarnego przeboju, który stał się hymnem pokolenia.

Przez wszystkie lata w historii muzyki różni wykonawcy próbowali pobudzić do życia stare, często zapomniane kompozycje i niesamowite jaki to przynosi efekt, kiedy im się to udaje. Jaka jest recepta na udany cover? Oczywiście liczy się wzbogacenie utworu przez dodanie nowych solówek, czy zmianę jego brzmienia, ale równie istotnym elementem jest wokal, w którym nie tylko liczy się dobry warsztat, lecz to jak potrafi się wyróżnić na tle innych. Nagrać piosenkę po raz drugi może każdy, ale tylko nielicznym udaje się tak zmodernizować dany kawałek, że zaczyna być puszczany w radio, że ludzie zaczynają go śpiewać, ale też sięgają po oryginał, żeby porównać z nową wersją. Chodzi tu o to, żeby nagrać znany utwór i sprawić, żeby brzmiał jak nowa kompozycja wykonawcy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *