Grudzień fani mocnego brzmienia zaczęli zdecydowanie pod znakiem Scorpions, bo zespół dał świetny koncert w gdańskiej Ergo Arenie. Klaus i spółka występowali w Polsce już wiele razy i zawsze były to dobre koncerty. Tym razem również.

Muzycy tej legendarnej niemieckiej formacji najmłodsi nie są, bo dwóch z nich w następnym roku skończy już 70 lat. Wiek jednak im nie przeszkadza. Myślę, że nie jeden młody zespół pozazdrościłby im energii.

Koncert zaczął się od utworu „Going Out With A Bang”, który pochodzi z ich ostatniej płyty „Return to Forever”. Numer wyszedł dobrze, jednak uważam go za najmniej przebojową część koncertu. Potem już poszły w ruch klasyki, „Make It Real” i „The Zoo”. Zespół uraczył nas też składanką utworów z lat ’70. A następnie znowu coś z ostatniej płyty, tym razem padło na numer „We Built This House”, a zaraz po nim „delicate dance”. Po tych kompozycjach minuta przerwy na szybką zmianę ustawienia, bo muzycy z elektrycznych gitar przesiedli się na akustyczny sprzęt podchodząc do końca dołączonego do sceny wybiegu. Znalazła się tam nawet mała perkusja, za którą zasiadł Mikkey Dee. W akustycznym secie zagościły dwa klasyki “Always Somewhere” i “Send Me an Angel” a także nowszy „Eye of the Storm”. Tą spokojniejszą część koncertu zakończył najpopularniejszy utwór grupy „Wind of Change”. Cała hala równo śpiewała refren „Take me to the magic of the moment […]”. Potem muzycy znowu weszli w cięższe klimaty, bo najpierw zagrali „Rock ‚n’ Roll Band”, a następnie oddali hołd zmarłemu w 2015 r. Lemmy’emu kilmisterowi, liderowi Motorhead, zespołu, w którym występował Mikkey Dee. Na jego cześć zagrali „Overkill”, który zgrabnie przeszedł w solo perkusyjne, podczas którego Dee razem ze swoimi bębnami wzniósł się w górę sceny. Po tych emocjach były jeszcze większe, bo Scorpions wytoczyli swoje najcięższe działa. Zgrali najpierw „Blackout”, a potem „Big City Nights”. W obu kawałkach publiczność wręcz zagłuszała Klausa swoim śpiewem.  Muzycy jeszcze tylko rzucili kilka pałeczek, pochwalili się flagami Polski, które dostali od fanów i zeszli ze sceny. Na szczęście nie na długo, bo po gromkich brawach wrócili i zagrali jeszcze dwa utwory. Najpierw „Still Loving You”, który szczerze powiedziawszy bardzo zepsuli, bo solówka weszła nierówno i się wszystko posypało. Na szczęście sytuację uratował niesamowicie energiczny kawałek „Rock You Like a Hurricane”. Prawdziwa petarda na koniec świetnego show.

            Scorpions tym występem pokazali co to prawdziwy rock ‚n’ roll. Każdy z nich miał świetny kontakt z publicznością. Razem rzucili ogromną ilość kostek i pałeczek. Ogólnie pokazali jak ważną rolę pełni tak ogromne doświadczenie sceniczne. Jak mają tak grą, to oby robili to jak najdłużej. Emerytura to chyba nie dla nich. Wielki szacunek dla niemieckiej legendy, która osiągnęła szczyt popularności na świecie, Scorpions!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *