17 czerwca 2017 roku w ramach Impact festiwalu System of a Down wstrząsnął Tauron Areną w Krakowie. Ormianie zagrali aż trzydzieści utworów rzucając publikę na kolana. Mimo, że przez ponad dwadzieścia lat istnienia zespołu występy na żywo przeszły sporą zmianę, to Serj i spółka cały czas dają czadu na scenie.

Koncert zaczął się spokojnie od utworu Soldier Side, który jest też początkiem albumu Mezmerize. Szybko jednak występ przerodził się w jedno wielkie pogo, bo z gitary Darona wydobyły się pierwsze dźwięki Suite-Pee. Kawałek, którym zaczyna się debiutancki album grupy idealnie pasował na początek koncertu. Publiczność w ekstazie, zespół już rozgrzany, więc ruszamy z najszybszymi i najbardziej morderczymi utworami. System zaprezentował najlepsze utwory, jakie znalazły się na studyjnych albumach poczynając od Prison Song, aż po Psycho. Ciekawym momentem show był utwór Hypnotize, podczas którego Polscy fani pokazali jak bardzo kochają muzyków z Armenii. W górę poszło wiele tysięcy balonów, które sprawiły, że Tauron Arena zamieniła się w jeden wielki muzyczno-magiczny świat. Niesamowite były też momenty, kiedy na scenie zabrzmiały takie hity jak Lonely Day oraz Lost In Hollywood. Poza tym, że utwory zostały wykonane w mistrzowski sposób, to hala znowu zamieniła się w bajkowy świat, kiedy zabłysnęły latarki w telefonach oraz zapaliły się zapalniczki, a publiczność kołysała się w rytm muzyki śpiewając każde słowo. Największe przeboje System of a Down zostawił na deser. Cały obiekt oszalał kiedy ze sceny dobiegły ich pierwsze dźwięki Toxicity, które zgrabnie przeszło w Sugar. Muzycy zeszli ze sceny bez bisów, ale to klasyczne dla nich, a po takim zastrzyku energii nikt nie powinien mieć o to pretensji.

Mimo, że koncert trwał zaledwie półtorej godziny nikt nie opuścił hali ze spuszczoną głową. Podczas tak krótkiego czasu grupa zaprezentowała aż 30 utworów, z czego większość wymagała ogromnej energii od muzyków, jak i od fanów, którzy nie oszczędzali gardeł. Daron Malakian mimo, że może technicznie nie jest najlepszym gitarzystą, to wszystko nadrabiał swoją przebojowością i doskonałym kontaktem z fanami, a wokalnie zdecydowanie pokazał maximum swoich dużych możliwości. Serj Tankian śpiewał bardzo dobrze, mimo, że często growlujące partie nie wychodziły tak samo jak na albumach (ale przecież na koncercie nie chodzi o to, żeby wszystko brzmiało tak samo jak na płycie). Poza tym muzyk oprócz udzielania się wokalnie co chwila zmieniał instrumenty, raz gitara, zaraz potem klawisze. Shavo Odadjian, który jest świetnym basistą, co udowodnił w stu procentach również utrzymywał świetny kontakt z fanami, cały czas robiąc w ich stronę różnego rodzaju gesty, zachęcające ich do zabawy. John Dolmayan, niby cały czas w cieniu ukryty za swoim zestawem perkusyjnym, ale myślę, że kto się przyjrzał bliżej to zauważył ile za tą pokerową miną kryje się radości i miłości do wykonywanej muzyki. Po koncercie John nie oszczędzał swoim fanom pałeczek, którymi rzucał przez dobre kilka minut. Co więcej szanse je złapać poza fanami spod barierek mieli również ci stojący na końcu GC, a nawet publiczność siedząca na trybunach.

Nagłośnienie moim zdaniem spełniło oczekiwania, a z organizacją nie było większych problemów jak to bywało na innych koncertach w ostatnim czasie. Reasumując uważam, że nikt kto naprawdę lubi muzykę System of a Down nie powinien być zawiedzony koncertem. Muzycy zaprezentowali świetne show i mam nadzieję, że już niedługo znowu zdecydują się przyjechać do naszego kraju, tym razem z nową wyczekiwaną przez fanów płytą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *