Rok 2016 dobiegł końca, a wraz z nim na muzycznym rynku pojawiło się sporo nowej, dobrej muzyki która z pewnością pozostanie z nami na lata.  

A skupiając się na rzeczach które „dobiegły końca” wciągu tych dwunastu miesięcy, warto wspomnieć o artystach, którzy pożegnali się z nami. Jeszcze nigdy w tak krótkim czasie nie odeszło tyle gwiazd, które znaliśmy z niezapomnianych przebojów. Jedną z tych osób jest David Bowie, który tuż po premierze swojej ostatniej płyty pożegnał się ze światem.  Był to ogromny szok dla wielu z nas. Sam fakt, że w podsumowaniu muzycznym, album ten jest w rankingu najlepszych według mnie, podwójnie uświadamia nam dużą stratę. 

Premiery krążków, które wywarły na mnie wrażenie można podzielić na dwie grupy. Na te odznaczające się typowo mocnym, charakterystycznym brzmieniem oraz te bardziej melancholijne, które wprowadzają umysł w świat magicznych, nietypowych dźwięków. 

Oto zestawienie najciekawszych, najlepszych i najbardziej wzbudzających podziw we mnie albumów 2016 roku:

1. Metallica „Hardwired…To Self-Destruct”
Był to jeden z bardziej oczekiwanych przeze mnie albumów tego roku. Trochę się to  dłużyło…odliczanie dni do premiery dawało wrażenie jakbym czekała kolejne 8 lat! Sam album, to prawie osiemdziesiąt minut wspaniałych, mocnych brzmień. „Hardwired” to płyta łącząca wiele klimatów. Można usłyszeć charakterystyczny thrash -„Moth into Flame”, balladę jaką jest „Halo on Fire”oraz utwory typowo heavy metalowe. Album robi bardzo pozytywne wrażenie, każdy z dwunastu utworów ma TO COŚ, przez co nie można wyrzucić z głowy tych dźwięków. 

 2.David Bowie „Blackstar”
Album miał być eksperymentalnym, utrzymującym nas w elektorniczno-jazzowym klimacie dziełem. Z całą pewnością tak też jest. Tytułowy utwór wprowadza nas w psychodeliczny, kilka razy zmienny nastrój, wciągu tych niespełnych 10 minut.  „Blackstar” jest emocjonalną, niosącą niejednoznaczny charakter płytą. 
Wieść o śmierci Davida Bowiego zaledwie dwa dni po premierze rozwiała wszystkie wątpliwości, które towarzyszyły ukazaniu się krążka – niestety było to pożegnanie. Pożegnanie, które niesie strasznie dużo emocji, czuć duże zaangażowanie Bowiego, które nie pozwala spokojnie przejść obok, bez niezauważenia tego dzieła. 
 
3. Red Hot Chilli Peppers „The Getaway”
Sporo osób ma mieszane odczucia co do płyty…mnie w jakiś sposób urzekła. Może wydawać się mało wyrazista, jednak trzeba przyznać, że ma kilka świetnych wejść m.in w „The Longest Wave” czy też w „Sick Love”. Utwory mają ciekawe, rytmiczne brzmienia, które bez najmniejszego problemu zapadają w pamięci. Największym zaskoczeniem całego albumu jest Josh Klinghoffer, któremu należy się podziw. To jego partie gitarowe w tym albumie wysuwają się na pierwszy plan. 
 
4.Nick Cave & the Bad Seeds „Skeleton Tree”
Po tragedii jaka spotkała rodzinę Cave’ów, można było spodziewać się że odbije się to na twórczości muzycznej Nicka. Najnowszy album bez wątpienia jest najbardziej ponurym i depresyjnym krążkiem, co o dziwo nadaje mu magiczny charakter. Wsłuchując się w każdy kolejny utwór czuć przejmujący głos Cave’a, który wypełniony jest okropnym żalem i bólem. 
„I Need You”  jest przepiękną kompozycją. Słysząc tę wypływającą ze środka tęsknotę, można przenieść się w  inny wymiar. 
„Selekton Tree” to płyta o wyjątkowym klimacie warta uwagi. 
 
5. New Model Army „Winter”
W odróżnieniu od wcześniejszych albumów,  ten jest niezwykle zróżnicowany. Pod względem tekstów, które przedstawiają rzeczywistość w nieco katastroficznych barwach, jak i mocniejszego brzmienia. 
Głos Justina Sulivana niesamowicie łączy się z drugoplanowymi dźwiękami gitar, głównie wyraźnie słyszalnego basu i perkusji. To dynamiczna płyta, na której  wszystkie utwory łączą się w spójną całość. A z każdym kolejnym odsłuchaniem można wyciągnąc z niej nowe przepiękne dźwięki. „Winter” jest więc zjawiskowa i szczera. Wypływające z niej emocje niosą słuchacza i trzymają w napięciu, począwszy od „Beginning”, a kończąc na  „After Something”. 
 
6. Megadeth „Dystopia”
„Dystopia” brzmieniowo trzyma wysoki poziom. Jak zwykle charakterystyczny wokal Mustaine’a pozytywnie zaskakuje. Świetnie zgrywa się z mocnym, dobrym i ostrym riffem, którego na tej płycie zdecydowanie nie brakuje. Kawałki, dzięki swojej szybko wpadającej w ucho rytmicznej melodii,  zapadają w pamięci na długo. 
Tytułowy utwór zachwyca swoim żywym tempem, a „Bullet To The Brain” jak i również „Post American World” rewelacyjnie trzyma nas w napięciu, dzięki cudownym partią solowym gitar. 
Całościowo jest to bardzo chwytliwy i ciekawy album.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *